Moja droga do siebie poprzez ustawienia Berta Hellingera

16.12.2025 minęło sto lat od narodzin Berta Hellingera.

To dla mnie ważna Osoba.

Chylę czoła przed tym, co niósł tu dla Nas.

Moja historia jest taka, ze w pierwszą rocznicę śmierci Berta rozpoczęłam moją pierwszą szkołę ustawień.

Nie wiedziałam wtedy jeszcze, dokąd mnie to zaprowadzi.

Korzystałam już wcześniej dużo z tej metody, wciąż szukając siebie. Nie przypuszczałam jednak, że rozpocznę szkołę… i jak się później okazało, najpierw dla siebie, a potem, by być w służbie dla wielu.

Zaprowadziło mnie tam kłamstwo, którego boleśnie doświadczyłam po raz kolejny.

Najpierw poszłam na konsultację… ale serce wiedziało już wcześniej, że rozpocznę szkołę. Jednakże, głowa potrzebowała jeszcze potwierdzenia… a może tylko szukała wymówek?

Wtedy wydawało mi się, że chciałam sprawdzić, czy nauczyciel mi odpowiada. Dziś wiem, że były to zabiegi ego, tego miejsca w nas, które boi się zmiany i prawdy.

Zapisałam się.

Na pierwszych zajęciach dowiedziałam się, że właśnie dziś mija pierwsza rocznica śmierci Mistrza. Pamiętam fioletowe kwiaty w wazonie, ulubione Berta.

Dziś patrzę na to wszystko jak na dar. I jestem głęboko poruszona.

To właśnie to kłamstwo, które dotknęło mnie tak głęboko, stało się bramą do odkrycia mojego daru i potencjału pracy z energią rodu. Z tym, co ukryte i nieświadome. Z tym, co skrywa się za tajemnicą i za kłamstwem.

Z tym, co niewypowiedziane, a mimo to głośno brzmiące.

Z tym, co ciche, a pragnie zostać ujawnione, w prawdzie. Boimy się prawdy a tylko ona daje wolność i spokój ducha.

Potem była kolejna szkoła. I kolejne odkrywanie siebie.

Aż któregoś dnia zapytałam swoją duszę:

Po co tu jestem? Co mam nieść światu?

I wtedy wyświetlił mi się Bert.

Olśnienie było natychmiastowe.

Zrozumiałam, że rozpoczęcie szkoły w takiej dacie nie było przypadkiem, było zaproszeniem do kontynuacji; z szacunkiem dla Mistrza i z pokorą, by nieść dalej to, co nieśmiertelne, mimo śmierci ciała.

Na swój sposób, przez siebie, tak, jak czuję i jak potrafię. Tak, jak jest mi dane.

W dniu tych setnych urodzin Berta byłam na Akropolu.

Przypadków nie ma. Przez te lata nauczyłam się czytać przestrzeń.

Akropol, zbudowany z białego marmuru, silnego i nieśmiertelnego, kontrastuje z tym, co na ziemi: z tym, co przemija i umiera.

Jak dusza i ciało. Jak my w swojej istocie.

To, co boskie w nas, nigdy nie ginie. Zmienia się tylko forma ciała. Zmieniają się przekonania umysłu. Ale istota pozostaje.

Dotknęłam tam jednej z kolumn. Ręka sama chciała ją poczuć, zanim oczy zdążyły przeczytać, że nie wolno. To, co poczułam, jest nie do opisania.

To energia, którą się czuje zamiast rozumieć. To coś, co porusza to, co niewidzialne w nas – naszą duszę.

Po tym nic już nie jest takie samo.

Tak jak po ustawieniach.

Jeden ruch – w teraz – zmienia wszystko, aby mogło wydarzyć się coś innego. Nowego dla Nas.

Dziękuję za te wglądy. Za prowadzenie.

Za możliwość patrzenia na to, co ukryte i na to, co w nieświadomości nami kieruje.

Jestem wdzięczna, że na mojej drodze spotkałam Nauczycieli, którzy swoją obecnością oświetlali mi drogę do mojej prawdy. Do prawdy o mnie samej.

Że dane mi jest odkrywać, kim w istocie jestem.

Mimo, iż moja droga nie była łatwa to była warta trudu. I wiem, że wybrałabym ją ponownie.

Droga do siebie jest najcenniejszą inwestycją — na każdym poziomie życia. To już odkryłam i to wiem.

Dobrej drogi do siebie dla każdego z Was.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Koszyk
Przewijanie do góry