Chaos na zewnątrz jest odbiciem chaosu w środku. I działa to też w drugą stronę — to, co niespokojne w nas, zaczyna manifestować się w świecie. Chaos zawsze szuka formy, porządku, kierunku. Z niego rodzi się życie i z niego rodzi się diament. To jest początek. My sami jesteśmy i życiem i diamentem.
Dopiero kiedy uporządkujemy i oszlifujemy ten wewnętrzny diament, możemy dotrzeć do światła, które w nas mieszka.
Gdy je odnajdujemy, wszystko wokół zaczyna porządkować się samo. Chaos przestaje wirować — układa się w nową całość. W całość, której głowa jeszcze nie zna, dlatego próbuje trzymać się starego wzorca: kręcić się w chaosie, myśląc, że porządkuje. Ale z poziomu samej głowy, nie powstanie żaden prawdziwy porządek.
Początek życia jest także chaosem: ciemność, ukrycie, zmiany, ruch, niepewność. Rodzimy się w naporze i napięciu; z chaosu wyłania się nowe, niepowtarzalne światło — człowiek.
Jak diament, jeden z najszlachetniejszych kamieni, który krystalizuje się głęboko pod powierzchnią Ziemi. Mówi się, że „diament rodzi się w chaosie”, bo to, co piękne i trwałe, potrzebuje nacisku, przemiany, czasu. Chaos emocjonalny, życiowy czy twórczy może stać się czymś wartościowym, jeśli zostanie przeobrażony — tak jak węgiel, który pod naciskiem staje się diamentem.
W życiu naciska nas zewnętrzny chaos, który jest tylko odbiciem tego, co w środku niedomknięte.
Życie nie zaczyna się w harmonii.
Harmonia jest czymś, co człowiek dopiero tworzy.
Z chaosu.
Z chaosu rodzi się wszystko — i wszystko prowadzi do porządku, jeśli tylko za długo w chaosie nie tkwimy. Paradoksalnie jednak chaos jest nam znajomy, a to, co znane, staje się bezpieczne. Dlatego wciąż powtarzamy wzorzec narodzin.
Poród ma ogromne znaczenie. Jest pierwszą lekcją przejścia, pierwszym wysiłkiem. Dziecko rozpoczyna poród — to jego pierwsza praca. Jeśli nie mogło jej dokończyć, często potem tkwi w chaosie, jakby nadal próbowało domknąć tamten pierwotny proces. I mimo wysiłków trudno iść dalej, bo coś wewnątrz wciąż czeka na dokończenie tamtej pracy.
Ja sama zostałam w porodzie zatrzymana przez pielęgniarkę, a po kilku godzinach w ostatnim momencie wypchnięta przez lekarza. Powstało wiele dynamik, z których długo nie zdawałam sobie sprawy, a które mną kierowały. Dopiero kiedy zobaczyłam zewnętrzny chaos i zajęłam się nim, mogłam zobaczyć ten wewnętrzny: otworzyć się na niego, przyjąć go i uporządkować. I wtedy życie zaczęło oddychać — bez zatrzymań, bez wymuszeń, bez walki.
Sztuką jest zobaczyć chaos, który dzieje się na zewnątrz, bo tylko od tego może zacząć się porządek w środku. Człowiek tak bardzo przyzwyczaja się do życia w chaosie, że przestaje go zauważać. A życie wciąż, na różne sposoby, próbuje nam go pokazać: poprzez chorobę, rozpad relacji, utratę pracy, psujące się rzeczy, zaległe płatności, niekończące się problemy zawodowe, konflikty, kryzysy.
To wszystko są sygnały. To są formy chaosu mówiące: „spójrz na mnie, bo jestem odbiciem twojego wnętrza”.
Głowa próbuje to rozwiązać na różne sposoby, m.in. kontrolą, perfekcjonizmem, planowaniem. To jej sposób na „porządkowanie” zewnętrza. Ale to tylko plaster — niczego nie leczy. Prawdziwy porządek zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawia się wewnątrz. Gdy tam nastaje jasność, świat sam zaczyna się zmieniać — bez wysiłku, bez naporu.
Życie zawsze daje chaos. Czasem coraz większy, coraz bardziej natarczywy. Nie po to, by nas złamać, ale by poprowadzić nas głębiej — do miejsca, gdzie może powstać porządek.
Pytanie brzmi: czy go widzimy?
Czy widzimy ten chaos wokół siebie, który jest już tak silny, że wypływa na zewnątrz, domagając się uwagi?
Czy jesteśmy w stanie zatrzymać się i spojrzeć, co naprawdę próbuje nam powiedzieć?
W jakim chaosie dziś żyjesz?
Mentorka transformacji
Łączę ustawienia systemowe, numerologię i psychobiologię,
aby prowadzić Cię z blokad do radości i lekkości.
Jeśli chcesz pracować ze mną, skontaktuj się:
E-mail: kontakt@ewelinaolczak.pl
