Słuchać siebie. To jest najcenniejsze. ❤️

Zainspirowała mnie historia kobiety, która przez 20 lat kupowała sobie mniejszy kawałek ciasta. Zawsze trochę mniej. Bez bitej śmietany. Bez dokładki.

Aż w końcu lekarz zabronił jej jeść cukru. I wtedy, po chwili namysłu, powiedziała:

„Nie wiedziałam, że mogłam jeść to wcześniej”.

Ile razy robimy dokładnie to samo?

Odkładamy przyjemności na później. Ograniczamy siebie. Rezygnujemy z tego, czego pragniemy, choć nikt tak naprawdę nam tego nie zabrania.

Czekamy na pozwolenie.

Albo rodziców, którzy kiedyś mówili, co wypada, czego nie wolno, co jest dobre, a co złe, albo nauczycieli, autorytetów, a zzasem kogoś, kto już dawno nie jest obecny w naszym życiu.

A my wciąż gdzieś w środku czekamy na zgodę. Wciąż próbujemy zasłużyć. Wciąż słyszymy w sobie głos, który mówi: „Nie możesz”, „Nie wypada”, „Co ludzie powiedzą?”.

I nawet nie zauważamy, że czasem nikt już nas nie ogranicza. Robimy to sami. Sami się więzimy. 

Najczęściej ten głos należy do rodzica, nauczyciela albo innego autorytetu, który przecież wie lepiej.

Ja sama długo byłam uwikłana w historię swojego porodu. Wtedy pielęgniarka zatrzymała jego przebieg, a ja później, jakby na pamiątkę tego doświadczenia, zatrzymywałam samą siebie. Bo autorytet powiedział STOP.

Az pojęłam, iż sama jestem najlepszym autorytetem dla siebie i swojego czucia.

Moja natura zawsze pchała mnie pod prąd, a tam gdzie w oddali był ten głos stop od autorytetu. Było coś, co sprawiało, że nie potrafiłam iść całkowicie po swojemu, bo jak zrobie ruch to autorytet zatrzyma. Poród to przecież nasz pierwszy ruch w stronę życia. To dziecko go zaczyna i to nasza pierwsza „praca” Nasze pierwsze „więcej”.

Dziś wiem, że tak miało być i, że to moja droga w tym życiu, i po dostałam baranią energię, żeby sobie z tym poradzić i móc być świadectwem dla innych. Ze można zyc po swojemu.

 I kiedy pracuję z ludźmi, widzę to wyrażnie, znam to komórkowo, jak bardzo czekamy na pozwolenie i jak szukamy odpowiedzi na zewnątrz. Słuchamy innych, ich opinii, przekonań, zaleceń. Chcemy wiedzieć, co powinniśmy zrobić, jak żyć, co będzie dla nas dobre.

A gdzie w tym wszystkim jesteśmy MY?

Przecież nikt nie czuje dokładnie tak jak Ty. Nikt nie przeżywa Twojej radości, smutku, cierpienia czy tęsknoty w taki sam sposób.

To osobiste. I tylko Twoje.

To Ty jesteś w środku swojego życia. To Ty czujesz. To Ty przeżywasz.

A gdyby tak zacząć częściej pytać siebie:

Co daje mi radość?

Czego naprawdę chcę?

Na co sobie nie pozwalam, choć tak bardzo tego pragnę?

Może czas zamienić „nie mogę” na „mogę”.

„Nie wypada” na „co jest w zgodzie ze mną?”.

„Co inni powiedzą?” na „jak ja chcę przeżyć swoje życie?”.

I wcale nie chodzi tu o największy kawałek ciasta. Chodzi o to, czego naprawdę chcemy, co lubimy, co od środka nas woła i do czego zaprasza nas własne życie.

Pozwól sobie dziś na coś, czego pragniesz. Bez poczucia, że spotka Cię za to kara.

Zaufaj, że po drugiej stronie tego wszystkiego, co nas ogranicza, nie czeka kara, ale życie. Tam zaczyna się to, za czym w głębi siebie tęsknimy.

Bardziej nasze. Bardziej świadome. Z większą przestrzenią na radość, wybory i bycie sobą. ❤️

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Koszyk
Przewijanie do góry