#rozwójduchowy #przebudzenie #numerologia #prawo przyciągania #zmiana #emocje #mojaprawda #filipiny

MASZ ZDOLNOŚĆ DO KIEROWANIA SWOIMI MYŚLAMI

„Mam zdolność do kierowania swoimi myślami” – równo 9 lat temu przyszła do mnie ta karta. 9 lat to pełny cykl w numerologii: od 1 do 9, by móc zacząć od nowa, przejść przez proces i go zakończyć. Byłam wtedy u progu wielkich zmian, o których nie miałam nawet pojęcia. Przeżywałam dramat – zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny.

Czułam, że mam zmienić ówczesne plany i pojechać na Filipiny na warsztaty rozwojowe. Odwołałam więc narty i o 22:00 kupiłam bilet, by następnego dnia o 6:00 stawić się na lotnisku.

Był luty, więc znalazłam kilka letnich ubrań – jesienią wprowadziłam się z mężem do nowego domu i nie rozpakowałam jeszcze letnich kartonów. Czekały na wiosnę.

Zdarza mi się czasem kupić coś na ostatnią chwilę – to łączy się z moim porodem, ponieważ urodziłam się w ostatniej chwili. Dlatego też odtwarzam tę dynamikę w wielu moich doświadczeniach.

6:00 rano, Okęcie. Znałam tylko trzy osoby – to wystarczyło, by przeżyć przygodę zaczynającą potężne zmiany w moim życiu.

Życie często jest dla mnie łaskawe, więc dostałam upgrade do klasy premium i lot od razu zapowiadał się dobrze, w przeciwieństwie do mojej ówczesnej sytuacji. Tak wtedy myślałam. Na Filipinach przyszła do mnie ta karta – nie rozumiałam jej ani trochę. Byłam już długo w procesie rozwoju, po psychologach i początkach ustawień. Przeczytałam te słowa i zrobiłam zdjęcie. (Potem dostałam te karty w prezencie, leżały u mnie długo, bo nie rozumiałam ich wcale i nie widziałam, jak używać, nawet miałam pomysł, aby je komuś podarować, ale jednak zostały i dobrze!!) Uczyłam się już wtedy, że nie wszystko mam rozumieć „głową”. To była ciężka nauka, gdyż mój matematyczny umysł chciał wszystko pojąć logiką. Jednakże rozumowanie głową nie zaprowadziło mnie w dobre rejony. Miałam nauczyć się czuć sercem.

Gdy wróciłam, wszystko zaczęło się układać inaczej. Wtedy odbierałam to jako dramat, a dziś widzę w tym ogrom błogosławieństwa i palec Boży. Rozstałam się z mężem, opuściłam wybrany i urządzony pode mnie dom i zaczęłam głębiej szukać siebie. Zadawałam sobie pytanie, jak wybaczyć niewybaczalne; czułam wewnętrznie, że jest mi to potrzebne, aby dobrze żyć. Z każdym dniem, tygodniem i rokiem otwierały się kolejne drzwi do mnie samej, do mojej duszy.

Droga prowadziła mnie naprawdę różnie. Szukałam siebie na wiele sposobów – każda książka i każde zdanie otwierały mnie na więcej. Potem przyszły szkoły Ustawień Systemowych i Totalna Biologia, Numerologia, bym mogła zrozumieć swoje ciało i emocje. Zrozumieć – bo to było jeszcze na etapie głowy. Jednak jednocześnie w środku, na poziomie duszy, zasiewane były ziarna, które w zaciszu rosły, otwierając kolejne poziomy zrozumienia. Głowa chce zrozumieć po to, by mogła wpuścić proces dalej.

Zupełnie zapomniałam o tej karcie i innych, które wtedy przyszły i zapowiadały te zmiany.

Aż pojawiło się kolejne trudne doświadczenie, które postawiło mnie przed kolejnym poziomem – tym razem prawdy. Chciałam żyć w prawdzie, takiej bez kłamstwa. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, dokąd mnie to prowadzi. To otworzyło wrota do mojego ciała i głębi. To był potężny proces przebudzenia. Bałam się wtedy depresji, którą znam już ze swojego życia. Jednak okazało się to „ciemną nocą duszy”, po której nic nie jest już takie samo. Obudziłam się ze snu iluzji. Moje ciało wyrzucało toksyny, przekonania oraz zatrzymane emocje – moje i nie moje. Wszystko, co nie było moje, oddawałam, a w zamian przychodziła miarowa zmiana. Krok po kroku. Otwierała się jasność, przestrzeń we mnie.

To wszystko, co było już w głowie, zaczęło schodzić niżej, by otwierać mnie na głęboką prawdę o tym, kim jestem. Weszłam w swój ogień, spotkałam się z ciemnością, by zaświecić tam światło. Przebijałam się przez kurtyny iluzji i ego, by brać coraz większy oddech duszy. Pojęłam, że byłam kiedyś tak bardzo daleko od siebie, że moja wewnętrzna istota musiała się o mnie upomnieć w tak bolesny sposób. To był dar i męczarnia jednocześnie, ale mój „podwójny Baran” nie poddawał się, aż przyszła jasność, a z nią wolność. Powoli, ten mały kawałek światła, zaczął rozświetlać ciemne zakamarki cienia, od których każdy tak skrzętnie ucieka.

Uciekamy, by się z nim nie spotkać, bo prawda bywa pioruńsko niewygodna i głęboko boli.

Prawda o tym, że to wszystko, co nam się dzieje, sami sobie serwujemy. Że to, co nas spotyka, to nasza reżyseria. I tak doszłam wreszcie do sedna: mam zdolność do kierowania moimi własnymi myślami, bo tylko od tego zależy, jak wygląda moja zewnętrzna rzeczywistość. Ta prawda jest tak banalnie prosta, a jednocześnie tak trudna do pojęcia i stosowania. Dziś wiem, że moja droga była warta tego, by spotkać się ponownie z tą prawdą, którą czuję nie tylko sercem, ale całym moim jestestwem.

Czuję ogromną wdzięczność za ten dar łaski, jaki na mnie spłynął. Cena była wysoka, bo i dar wielki. Wraz z tym przyszła nieograniczona wolność i radość istnienia – radość z tego, że mogę sama projektować to, czego chcę. Żyć życiem swoich marzeń, w swojej mocy. Pokazuję dziś tę drugą stronę monety: jasność w ciemności i dar w bólu. Przeszłam przez to i mogę Cię tam zaprowadzić. Znam wielki ból i znam uwolnienie. I tak:

„Masz możliwość, by postrzegać rzeczy takimi, jakimi są, lub wyobrażać je sobie takimi, jakimi chciałbyś, by były – i którąkolwiek opcję wybierzesz, Twoje myśli tworzą wibrację, która określa położenie Twojego centrum przyciągania. Następnie okoliczności i wydarzenia dopasowują się do wibracji, które wytworzyłeś.”

Ja wybrałam radość, długo to było moją intencją by poczuć ją cały ciałem, całą sobą. I dziś to czuję, czuję jak każda komórka cieszy się we mnie. To jest niesamowite uczucie, warte każdej drogi.

Jaką dziś emanujesz wibracją?

z radoscia w sercu,

Ewelina – moje imię to właśnie radość i światło. Tu mnie dusza od zawsze prowadziła, za co dziś z serca dziękuję sobie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Koszyk
Przewijanie do góry